Elena Ferrante

A gdybym Ci powiedziała, że tereny śródziemnomorskie to nie tylko to palące słońce, w południe obracające wszystko w popiół? Świerszcze krzyczące wieczorem tak głośno, że nawet Ella Fitzgerald nie mogła dać im rady? Nie tylko ruiny małych zamków na wzgórzach z wbitą obok tabliczką « właśnie podziwiasz jeden z najpiękniejszych widoków świata ». Gorąca przestrzeń. Morze. Wspaniałe. Szmaragdowe. Gładkie. Odgrywające komedię grzecznej dziewczynki, w przeciwieństwie do swojej bałtyckiej siostry z północy. Warzące otoczaki. Zapach krabów. Rozmaryn. Melon z mozzarellą na śniadanie. Skały schowane pod dziwnie brązowym piaskiem, zdradliwie raniące Ci stopy. Połyskująca cienką warstwą kremu po opalaniu skóra, jego srebrzyste mikro- cząsteczki wszędzie na plastikowych krzesłach. Nie tylko. Olbrzymie lody truskawkowe; zalewają Ci rękę i buty swym upojeniem, zanim zdążysz skończyć ostatnie okruszki waniliowego rożka. Słyszę jeszcze chrupanie. Mały Disneyland: przerażające atrakcje, które gwałtownie wyrzucają w górę dwie osoby naraz. Ziemia najpierw się oddala, później kręci jak świder i kołysze z prędkością światła, pozwalając Ci zobaczyć z lotu ptaka fantasmagorię afrykańskich wybrzeży. Szarobiałe mewy na niebieskim tle. Frytki na plaży. Raczej suche, trzeba je więc dobrze namoczyć w mięsnym sosie wątpliwej świeżości. Wezuwiusz. Dom z XVIII wieku z freskami i kolumnami, wynajęty, bo oferował spokój i nieprzeciętne piękno. Jaszczurki w ogrodzie, całkowicie niewinne. Nocne burze.  Przygotowywały z niszczycielską siłą grzmiący atak: kumulowały, wirowały, kotłowały czarne, ciężkie chmury, wybuchały następnie ekstremalnymi detonacjami, rozbijając lampę na piętrze na tysiąc części. Około północy nie mieliśmy już prądu. Na dole wybuchło gniazdko, rozrzucając we wszystkie strony kawałki ściany. Pieniste, słone fale deszczu. Luksusowa, zawsze świetlista Nicea, imprezowa Platja d’Aro, wstydliwa Santa Maria di Castellabate. Nie tylko to. Neapol, widoczny z daleka…

Miałam genialną przyjaciółkę, której życie potoczyło się nie do końca tak, jak je przewidziała. Niezależną, utalentowaną. Trzeba bić chłopców na podwórku. Trzeba popychać tumanów z komunistycznej milicji w czasie protestów w Warszawie. Walić mocno między oczy, pluć bluźnierstwami i rzucać kamieniami, inaczej to oni rozwalą Ci łeb. Nauczyła się. Trzeba, żebyś broniła swojej młodszej, słabszej siostry, tak, czy siak, to ona będzie studiować chemię. Zrozumiała. Przestań się rozczytywać w całej bibliotece z naprzeciwka, po cholerę? Przestań wymyślać historie, liczy się tylko to, co widzisz. Wrażliwość nie popłaca, stajemy się silni, połykając łzy. Na wakacjach wujek kazał jej skręcić w prawo na rozwidleniu szlaku. Miała 5 lat. – A ja chcę pójść w lewo!- powiedziała. – Zrobisz to, co Ci mówię, albo nic.- Kopniaki. Bolesne, bo wujek nosił ciężkie buty. Przestań wierzyć w siebie. Uciekła. Pewnego dnia rzeczywistość stała się w końcu trochę łaskawsza. Siedząc w łóżku z powodu wrednej grypy, wyjęła pióro, by nakreślić swe pierwsze, pomysłowe opowiadanie. Nadeszły postaci fantastyczne, ale ze sporą dozą realizmu, groteskowe w swoim dramacie. Fioletowa wróżka, której nagle przestała działać różdżka i jej wszechświat upadł. Pies- robot, który śmiejąc się, za każdym razem coraz bardziej rozładowywał swoją baterię. Wyraźna, drobiazgowa linia wytyczająca ich biografię pomiędzy banalną codziennością i omal nie kwantową dyslokacją otoczenia. Realizm magiczny. Wszystko było sztuką w jej wewnętrznym świecie. I zauważyła to ciocia Karolcia, zapisując ją do literackiego kółka w sąsiednim mieście. Eksplozja wolności, pierwsze dłuższe formy. Czas uniwersytetu w Poznaniu z piątką na dyplomie z filologii. Zbiór nowel, pierwsze nagrody literackie, a przede wszystkim ta zza żelaznej kurtyny: puchar we włoskim konkursie dla młodzieży. Pierwsza powieść przetłumaczona na 3 języki… Trzeba, żebyś wyszła za mąż. Znalazła sobie normalnego faceta ze stałą robotą, takiego, żeby nie myślał o głupotach. Trzeba, żebyś miała dzieci. Znalazła. Niezrównoważonego chemika, który spalił zapalniczką jej ostatnie rękopisy poetyckie i wypuścił jej ukochanego chomika na klatkę schodową, tak na początek. 3 katastrofalne lata, tak podsumowane przez sędzinę na rozprawie rozwodowej: – Widzę, że przez cały ten czas bała się Pani o życie, swoje i synów- Przyznała. Wydawnictwo założone w ramach samozatrudnienia było próbą złotego odbicia. Jako jedna z pierwszych w mieście kupiła komputer. Jej własne książki towarzyszyły tym napisanym przez klientów na coraz ważniejszych targach literackich. Warszawa, Poznań, Frankfurt, Paryż… Prasa opublikowała kilka chwalebnych artykułów. W chwili, gdy prestiżowy kwartalnik literacki proponował jej współpracę, nagle odezwał się dawny kolega. Jesteś zdolna. Jesteś już trochę znana. Mam pełno projektów w zanadrzu, cały tętnię życiem. Ja pomogę Tobie, Ty pomożesz mnie. Trzeba stworzyć spółkę. Na początku wszystko szło dobrze, ufała mu, pomyślała o przerzuceniu części obowiązków. Później, pewnego razu zapomniał zatwierdzić jej kandydaturę na ważny konkurs. Zadzwonili do niej znajomi z pracy -nie wiedziałaś?? Używa nas, żeby rozkręcić swoją karierę pisarską!- Innym razem obraził pisarzy, jej partnerów biznesowych i krzycząc, zamknął ją od zewnątrz w biurze. Trzeba, żebyś nauczyła się doceniać swoich dobroczyńców, zdziro! Bankructwo ogłoszono dość szybko, wszystkie oszczędności stracone. Poradzono jej wytoczenie procesu z powodu niebezpiecznej, uporczywej zazdrości. Odpuściła, widzisz. Czy można wiecznie bić o wodę skrzydłami, nie tracąc przy tym konturów, jak ranny ptak? Od tego momentu pisała prawie codziennie, ale do szuflady. Naprzemienność beznadziei, wyparcia samej siebie, gorszych okresów i raz jeszcze, nowej motywacji. Wewnętrzny głos powraca: trzeba, żebyś przestała wierzyć w siebie. Znów kilka entuzjastycznych wzlotów, kilka inicjatyw literackich. Zacznę od zera. Złamana na dwie części, pół na pół. -Taka Lila Cerullo, tylko, że naprawdę- powiesz później.

Saga neapolitańska Eleny Ferrante jest uniwersalnym, okrutnym dziennikiem naszych nieszczęść. Każdy czytelnik liczący na choćby trochę psychicznego odpoczynku posypanego pochwałami idyllicznej Italii absolutnie nie znajdzie tu swego szczęścia. Żadnej powierzchownej lekkości, żadnych romantycznych wspomnień. Na miejscu kafeterii zarządzanych przez eleganckich przystojniaków, rozkiełznana przemoc mężczyzn, nierówności, niewidzialna ręka mafii. Dzielnica: parabola katastrofy, popsuta, ale lepka jak gruba pajęczyna. Zamiast malowniczych scen, kaskad łososiowych budynków opadających w stronę plaży, powojenny faszyzm, komunizm i anarchizm. Błędne koło cierpienia przekazywanego z pokolenia na pokolenie, perwersyjne trąby powietrzne europejskiej polityki. Dyskryminacja nierozerwalnie złączona z biedą. Zniewolenie, nadużycia korupcji miejskiej, czy narodowej, upodleni żebracy. Feminizm, pokazany tu jako noworodek chwiejący się na słabych nogach niczym źrebak w dniu swego przyjścia na świat. Szukałeś dobrej lektury na wakacje, trampoliny do beztroski? Czystej, delikatnie kiczowatej przyjemności? Błąd. Zapomnij o łatwych publikacjach, o posłańcach pokoju w białych szatach. Wręcz przeciwnie, będziesz jadł  aż do wymiotów tysiące gorzkich stron, właściwie nie będąc w stanie się zatrzymać, ta opowieść wyżłobi Ci umysł niewyrażalnym, a przede wszystkim niemożliwym do zapomnienia bólem. – Boli mnie głowa. Boleśnie odnajduję się wśród tych wszystkich postaci, mylę Gigliolę z Marisą, Antonio z Pasquale, gubię wątek, nie wiem już, co się dzieje, to nie do wytrzymania!- mówi mi znajoma inżynier, stawiając tym samym dokładnie ten sam zarzut, co « w tej muzyce jest zbyt dużo nut » w odniesieniu do Mozarta w słynnym cytacie z « Amadeusza » Miloša Formana. A jednak jest w tej historii dokładnie tyle nut, ile potrzeba. Trafne przedstawienie całej subtelności, całego, nieskończonego stopnia komplikacji relacji międzyludzkich i wpisanie ich zarazem w kipiący kadr historycznych przełomów wymaga twórczego bogactwa. Trzeba wytrzymać. Próbujesz pozostać nieugięty wraz z otwarciem każdego kolejnego tomu, wszelako wiele ścieżek okazuje się stopniowo fałszywych; upadają totemy pewności. Ścieżka miłości nieubłaganie się oddala nawet razem z Enzo, rodzynkiem w cieście pośród rozczarowań. Pieniądze, jako że nie nawróciły na dobrą drogę ani braci Solara, ani Stefano, wypaczyły za to kilku innych. Idziesz dalej, strona po stronie, wzdychasz i wydaje Ci się czasem, że ten hurraoptymizm, to ciągłe « u mnie wszystko dobrze », które wymieniamy na codzień z przyjaciółmi w roku 2020, stało się największym kłamstwem naszej epoki. Wracasz do Ferrante, do jej niedotrzymanych obietnic. Relacja matka- córka i siostra- siostra, która wybija się wielokrotnie na pierwszy plan jako, niespodzianka!, łańcuch lęków i upokorzeń. Macierzyństwo, wyrzekające się od czasu do czasu swoich przymiotów arkadyjskiego rozkwitu, by wrednie zagrozić kobiecej karierze, dobremu samopoczuciu i intelektualnemu autorytetowi. Chybione macierzyństwo. Dwa małżeństwa opisane jako więzienia, mniej lub bardziej ponure. Myśl postępowa, potępiona ukradkiem lub poprzez otwarte, prymitywne zaprzeczenie. Seksualne wyzwolenie ukarane w sposób szczególnie okrutny, odbierające głos i godność Alfonso, lokalnemu królowi estetycznej wrażliwości. Wiedza, obycie z nowymi technologiami, księgarnie wypełnione kulturą; wielu gardzi nimi, kiedy pochodzą od kobiety uczonej. Pojawia się w końcu porażka najsmutniejsza: częściowo zerwana umowa z edukacją. Jest oczywiście Nino. Ale nie tylko. Jest przemyślna Elena Greco. Ta, która ucieka. Pokładałeś w niej nadzieje. To ona miała uosobić wyzwolenie przez sztukę. Wszystko zmienić poprzez swoją literaturę, swój społeczny awans, wysiłki nadludzkiej samodyscypliny. Ona właśnie powinna była krzyczeć w przeciwwadze, prosto w twarz Lili -widzisz, koniec końców udało mi się!! Przezwyciężyłam wszystkie Twoje nieszczęścia, wszystkie!, nawet Tinę. Teraz przychodzę Cię uratować. Zmiażdżyłam nasze własne kataklizmy i jestem szczęśliwa. Dzięki mojemu szczęściu odnajdziesz swoje własne.- Rozczarowanie. Nic z tego, dziecko zostało bezpowrotnie stracone. Jesteśmy przeklęci, bo korzenie spustoszeń wgryzły się zbyt głęboko i powracamy do źródeł, koniec z naiwnością. Historyczne trzęsienie ziemi z 23 listopada 1980, które zabiło 2735 osób i pozostawiło bez dachu nad głową 300 000 wydarzyło się w tomie czwartym zwyczajnie i brutalnie jak alegoryczne zejście do Tartaru, « przeniknęło aż do naszych kości »*. Zaraz, zaraz, czekaj, coś zostało, nie wszystko upadło, nie rozbiło się na trzy miliardy brzęczących kawałków. Ostatecznie, braterstwu Dzielnicy udaje się przecież przeskoczyć dystans klas społecznych, przynajmniej czasami. Pomimo zdrad, intryg i przeróżnych sprzeniewierzeń do końca zachowuje ono ślad absolutnego przywiązania, trwałego wzajemnego szacunku. To jednak przyjaźń Cerullo- Greco zbudowana wokół fascynacji, najgłębszej możliwej introspekcji jawi się jako jedyny ratunek. Przyjaźń szczera, przyjaźń trudna, cierpka, czy destrukcyjna, zawsze szara, nie czarna i nie biała. Klejnot na pustyni. Trzymająca się często wyłącznie na rachitycznej, wpół obecnej nitce, o której wiemy, że nigdy się nie zerwie. W ostatnim zdaniu ostatniej części, Elena deklaruje: « W przeciwieństwie do opowiadań, prawdziwe życie, gdy mamy je już za sobą, zmierza nie w stronę przejrzystości, ale w stronę ciemności. Powiedziałam sobie: Teraz, kiedy Lila tak wyraźnie się objawiła, muszę zacisnąć zęby i przestać ją widywać »*. Bezczelna prowokacja ! Odniesienie sukcesu we wcielaniu tego projektu w życie wydaje się tak samo mało prawdopodobne jak widok Elona Muska ogłaszającego w telewizji, że od jutra nie będzie już więcej myślał o gwiazdach. Doskonale wiesz, że przyjaźń nie uczyni Cię niezłomnie rozradowanym. Aczkolwiek, dzięki niej uda Ci się być może odnaleźć swojego chomika.

  • Cytaty w moim tłumaczeniu pochodzą z francuskiego wydania Folio « Historia zaginionej dziewczynki » (tom 4). Oto polskie tytuły pozostałych trzech części serii: « Genialna przyjaciółka » (tom 1), « Historia nowego nazwiska » (tom 2), « Historia ucieczki » (tom 3).      

____________________________________

Et si je te disais que la Méditerranée c’est pas uniquement ce soleil brûlant, transformant tout en cendres à midi? Les cigales criant tellement fort le soir que même Ella Fitzgerald n’y pouvait rien? Pas que les ruines de petits châteaux sur les collines avec une pancarte plantée à côté « vous êtes en train d’admirer l’une des plus belles vues au monde ». L’espace chaud. La mer. Splendide. Emeraude. Lisse. Jouant la comédie d’une fille sage, contrairement à sa soeur Baltique du nord. Les galets bouillants. L’odeur des crabes. Le romarin. Du melon à la mozzarella au petit- déjeuner. Les rochers cachés sous le sable marron étrange te blessant spécieusement les pieds. La peau scintillante d’une fine couche de crème après- bronzage, ses micro- particules argentées partout sur les chaises en plastique. Pas seulement. Les glaces énormes à la fraise; elles t’inondent la main et chaussures de leur ivresse avant que tu n’aies le temps de finir les dernières miettes de cornet vanillé. J’entends encore le bruit croquant. Un micro- Disneyland: des attractions terrifiantes propulsant en l’air deux personnes à la fois. Le sol s’éloigne d’abord puis vrille et vacille à une vitesse lumière en te laissant voir la fantasmagorie des côtes africaines à vol d’oiseau. Les mouettes gris- blanc sur fond bleu. Des frites à la plage. Plutôt sèches et qu’il faut donc bien mouiller dans une sauce de viande douteuse. Vésuve. Une maison avec fresques et colonnes du XVIIIème, louée pour son offre du calme et de la beauté hors du commun. Des lézards dans le jardin, totalement innocents. Des orages la nuit. D’une force dévastatrice, ils préparaient l’attaque tonitruante: cumulaient, virevoltaient, tourbillonnaient de lourds nuages noirs, éclataient ensuite par détonations extrêmes, en brisant une lampe à l’étage en mille morceaux. Vers minuit, on avait plus de courant. Une prise en bas explosa, en éparpillant partout des morceaux de mur. Des vagues de pluie mousseuses, salées. Nice luxueuse, toujours ensoleillée, Platja d’Aro qui fait la fête, Santa Maria di Castellabate pudique. C’est pas ça uniquement. La ville de Naples, vue au loin…

J’avais une amie prodigieuse dont la vie se déroula pas complètement comme elle l’avait prévue. Indépendante, talentueuse. Faut battre les garçons dans la cour. Faut pousser les abrutis de la milice communiste lors des manifestations à Varsovie. Frapper fort entre les yeux, cracher des blasphèmes et lancer des pierres, autrement, c’est eux qui te passent à tabac. Elle apprit. Faut que tu défendes ta petite soeur plus faible, de toute façon c’est elle qui fera des études de chimie. Elle comprit. Arrête de lire toute la bibliothèque d’en face, ça sert à quoi? Arrête d’imaginer des histoires, il n’y a que ce que tu vois qui compte. La sensibilité ne paie pas, on devient fort en avalant les larmes. En vacances, son oncle lui ordonna de tourner à droite sur une fourche du sentier de montagne. Elle avait 5 ans. – Et moi, je veux aller à gauche! – elle dit. – Tu feras ce que je te dis ou rien.- Des coups de pieds, douloureux car l’oncle portait de grosses chaussures. Arrête de croire en toi. Elle fuit. Un jour, la réalité fut enfin un peu plus favorable. Alitée pour cause de grippe méchante, elle sortit un stylo pour tracer son premier récit inventif. Suivirent des personnages fantastiques mais réalistes, grotesques dans leur douleur. Une fée violette dont la baguette bloqua d’un coup et son univers s’écroula. Un chien robotique qui épuisait à chaque fois un peu plus sa propre batterie, en riant. Une ligne claire, pointilleuse traçant leur biographie entre le quotidien banal et la dislocation de l’environnement presque quantique. Le réalisme magique. Tout était art dans son monde intérieur. Et tante Karolcia le remarqua en l’inscrivant au cercle littéraire de la ville d’à côté. L’explosion de liberté, les premières formes plus longues. Vint l’université à Poznań avec une note 5/5 sur le diplôme de philologie. Un recueil d’histoires courtes, les premiers prix littéraires et surtout celui de derrière le rideau de fer: la coupe de la jeunesse italienne. Le premier roman traduit en 3 langues… Faut te marier. Te trouver un type normal avec un boulot stable et qui pense pas aux bêtises. Faut t’avoir des enfants. Elle trouva. Un chimiste déséquilibré qui brûla ses derniers manuscrits poétiques à l’aide d’un briquet et libéra son hamster adoré dans la cage d’escalier, pour débuter. 3 ans de drame résumés par la juge à l’audience de divorce: -je vois Madame que pendant tout ce temps, vous craigniez pour votre vie et pour celle de vos fils- Elle acquiesça. La maison d’édition fondée en auto- entrepreneuriat fut une tentative de rebondissement doré. Elle était l’une des premières dans la ville à acheter un ordinateur. Ses propres livres accompagnaient ceux de ses clients aux salons de plus en plus importants. Varsovie, Poznań, Francfort, Paris… Quelques louanges parurent dans la presse. Au moment où un trimestriel littéraire prestigieux lui proposait une collab, un ancien collègue réapparut brusquement. T’es douée. T’es déjà un peu connue. J’ai plein de projets, suis en pleine effervescence. Je t’aiderai, tu m’aideras. Faut qu’on s’associe. Au début tout se passait bien, elle lui faisait confiance, pensa à déléguer. Puis, une fois il oublia de valider son dossier pour un concours majeur. Ses contacts à elle l’appelèrent -tu savais pas?? il nous utilise dans le but d’entamer sa carrière d’écrivain!- Une autre fois, il insulta ses partenaires- écrivains et l’enferma de l’extérieur au bureau, en criant. Faut que t’apprennes à apprécier tes bienfaiteurs, salope! La faillite fut déclarée assez rapidement, toutes les économies perdues. On lui conseilla d’intenter un procès pour jalousie dangereuse et persistante. Elle lâcha, tu vois. Peut- on battre éternellement l’eau avec ses ailes mais sans se délimiter, comme un oiseau blessé? Désormais, elle écrivit quasiment tous les jours mais pour le fond de tiroir. Une alternance de désespoir, de déni de soi, des bas et encore, de motivation nouvelle. Une voix interne qui revient, faut que t’arrêtes de croire en toi. A nouveau, quelques hauts enthousiasmés, quelques initiatives littéraires. Je recommencerai à zéro. Brisée en deux, moitié, moitié. Une Lila Cerullo mais en vrai, tu diras plus tard. 

La saga napolitaine d’Elena Ferrante est un journal universel, cruel de nos misères. Tout lecteur comptant sur ne serait ce qu’un peu de repos mental saupoudré d’éloges d’une Italie idyllique n’y trouvera absolument pas son bonheur. Point de légèreté superficielle, point de souvenirs romantiques. A la place de caffeterias gérés par de beaux gosses galants, la violence débridée des hommes, les inégalités, l’invisible main de la mafia. Le Quartier, une parabole du désastre, détraqué mais collant comme une épaisse toile d’araignée. A défaut de scènes pittoresques, de cascades de bâtiments rose saumon descendant vers la plage, le fascisme, le communisme et l’anarchisme d’après- guerre. Le cercle vicieux de la souffrance transmise d’une génération à l’autre, les tourbillons pervers de la politique européenne. La discrimination inséparablement connectée à la pauvreté. L’asservissement, les abus de la corruption urbaine ou nationale, les mendiants avilis. Le féminisme, dessiné ici en tant que nouveau- né vacillant sur ses jambes faibles, tel un poulain le jour de sa venue au monde. Tu cherchais une bonne lecture de vacances, un tremplin vers le l’insouciance? La pureté du plaisir doucement kitsch? Erreur. Oublie les publications faciles, les messagers de la paix en robe blanche. Tu mangeras au contraire jusqu’au vomissement des milliers de pages amères sans vraiment pouvoir t’arrêter, ce récit te creusera l’esprit d’une douleur inexprimable et surtout impossible à oublier. – J’ai mal à la tête. J’ai du mal à m’y retrouver avec tous ces personnages, je confonds Gigliola avec Marisa, Antonio avec Pasquale, je perds la trame, sais plus ce qui se passe, c’est juste l’enfer!- me dit quelqu’un, en faisant un reproche exactement pareil que le « il y a trop de notes dans cette musique » en référence à Mozart, dans la fameuse citation d’ « Amadeus » de Milos Forman. Pourtant, il y a autant de notes qu’il faut dans cette histoire. Démontrer avec justesse toute la subtilité, le niveau de complication infini des relations humaines, en les inscrivant à la fois dans un cadre bouillonnant des tournants historiques nécessite une richesse créative. Faut s’accrocher. Tu essaies de garder l’assurance avec chaque nouveau volume qui s’ouvre, toutefois, de nombreuses pistes s’avèrent fausses au fur et à mesure; tombent les totems de la certitude. La piste de l’amour qui s’éloigne inexorablement, même avec Enzo, le merle blanc parmi les déceptions. Celle de l’argent car il n’a pas remis sur le droit chemin ni les frères Solara ni Stefano, il dénatura par ailleurs quelques autres. Tu poursuis, page après page, tu soupires jusqu’au bout et il te semble parfois que le sur-optimisme, ce « tout va bien » permanent que nous échangeons quotidiennement avec nos amis en 2020 est devenu le plus grand mensonge de notre époque. Tu retournes encore à Ferrante, à ses promesses non- tenues. Le lien mère- fille ou soeur- soeur qui se démarque maintes fois au premier plan, surprise!, comme une chaîne d’affres. La maternité, abandonnant de temps à autre ses qualités d’épanouissement arcadien afin de mettre vicieusement en danger la carrière, le bien- être et l’autorité intellectuelle féminine. La maternité avortée. Deux mariages dépeints comme des prisons plus ou moins glauques. La pensée progressiste, décriée en cachette ou via un déni ouvert, primitif. La libération sexuelle punie de manière particulièrement atroce, ôtant la voix et dignité à Alfonso, le roi local de la sensibilité esthétique. Les connaissances, la familiarité avec les nouvelles technologies, les librairies remplies de culture; beaucoup les méprisent lorsqu’elles viennent d’une femme savante. Vient finalement l’échec le plus affligeant du contrat partiellement rompu de l’éducation. Il y a Nino évidemment. Et pas seulement. Y a l’ingénieuse Elena Greco. Celle qui fuit. Tu y mettais l’espoir. C’est elle qui devait personnifier l’affranchissement par l’art. Tout changer par sa littérature, son ascension sociale, ses efforts d’autodiscipline surhumaine. Elle qui était censée crier en contrepoids, droit dans le visage de Lila – tu vois, après tout j’ai réussi!! J’ai vaincu tous tes malheurs, tous!, même Tina. Maintenant je viens te sauver. J’ai écrasé nos malheurs à nous et je suis heureuse. Grâce à mon bonheur, tu retrouveras le tien. – Désillusion. Rien de tout ça, l’enfant est perdue. Nous sommes damnés car les racines des ravages sont ancrées trop profondément et l’on retourne à la source, finie la naïveté. Le séisme historique du 23 novembre 1980 qui tua 2735 personnes et en laissa sans abri 300 000 advint simplement et brutalement dans le tome quatre comme une descente allégorique au Tartare, « il pénétra jusque dans nos os »*. Mais attends, attends, il reste quelque chose, tout n’est pas déchu, brisé en trois milliards de morceaux tintinnabulants. Somme toute, la fratrie du Quartier arrive à dépasser l’écart des classes sociales, du moins par moments. Elle conserve une trace d’adoration, du respect mutuel pérenne, malgré trahisons, intrigues et différentes perfidies. L’amitié Cerullo- Greco construite autour de la fascination, d’une introspection on ne pourrait plus profonde, devient la seule échappée. L’amitié sincère, l’amitié dure, âpre, voire destructrice, toujours grise et non pas noire ou blanche. Un joyau dans le désert. Ne tenant souvent qu’à un fil rachitique, semi- présent, dont on sait qu’il ne se brisera jamais. Dans la dernière phrase de la dernière partie, Elena déclare: « Contrairement aux récits, la vraie vie, une fois passée, tend non pas vers la clarté mais vers l’obscurité. Je me suis dit: Maintenant que Lila s’est montrée aussi nettement, il faut que je me résigne à ne plus la voir ». Provocation insolente ! Réussir à mettre en pratique ce projet semble aussi peu probable que de voir Elon Musk annoncer à la télé qu’à partir de demain, il ne pensera plus aux étoiles. Tu le sais très bien, l’amitié ne te rendra pas immuablement joyeux. Néanmoins, grâce à elle, tu vas peut- être pouvoir retrouver ton hamster.

  • Les citations viennent de l’édition Folio de « L’enfant perdue » (volume n* 4). Voici les titres des 3 autres parties: « L’amie prodigieuse » (n* 1), « Le nouveau nom » (n* 2), « Celle qui fuit et celle qui reste » (n* 3).